XX Niedziela Zwykła (2026)
„Pokora, wytrwałość i cierpliwość gdy potrzeba Bożej łaski”  

Gdy patrzymy na scenę z dzisiejszej Ewangelii, to możemy zauważyć zachowanie Jezusa, które może nas trochę dziwić. Oto przychodzi do Niego kobieta, która jest pełna cierpienia. Kobieta pochodzi z Kanaanu, czyli ziemi uznawanej wtedy za ziemię odstępców, pogan i grzeszników. Słyszymy, że ta kobieta jest matką, której serce wypełnione jest bólem, bo jej dziecko jest dręczone przez złego ducha. Kobieta ta woła, błagając Jezusa o pomoc. Można powiedzieć, że jej modlitwa jest bardzo krótka i konkretna: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida”. Co robi Jezus? Milczy. Ewangelista napisał, że Jezus „nie odezwał się do niej ani słowem”. Dziwne zachowanie Jezusa. Ten który ma serce pełne miłości i dobroci, który niedawno zapraszał: „przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy udręczeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” – wydaje się być teraz wobec tej kobiety bardzo obojętny. 

Kobieta jednak nie daje za wygraną i zaczyna krzyczeć. To musiał być niesamowity i trudny do zniesienia nieustanny krzyk, skoro Apostołowie proszą Jezusa: „odpraw ją, bo krzyczy za nami”… „zrób coś z tą kobietą, bo nie da się słuchać tego krzyku”. Trudno się dziwić zachowaniu tej matki, której córka w okrutny sposób musiała być dręczona przez demona. Ważne jest to, że się nie zraża obojętnością Jezusa…, jest nieustępliwa w błaganiu Jezusa o pomoc.  A mimo to Jezus dalej nie reaguje na jej prośbę. Żadnego gestu. Żadnego dobrego słowa. Żadnej reakcji. Zachowanie Jezusa wydaje się być wprost okrutne.

Iluż z nas modlących się w trudnej sytuacji dla siebie, czy swoich bliskich, obraziło by się może nawet na Boga i powiedziało: „Jak nie to nie!!”… „Jak nie chcesz mi Boże pomóc, to już więcej nie będę Cię prosić!!”. Iluż w takiej, czy podobnej sytuacji, przestało by może nawet „chodzić do kościoła”, bo straciło by wiarę w Boga, w Jego pomoc i opatrzność!? Dla tej kobiety zachowanie Jezusa było naprawdę wielką próbą wiary, cierpliwości, wytrwałości i pokory! Ona mimo braku reakcji Jezusa na Jej prośby, pada przed Jezusem na kolana i jeszcze raz z wielką pokorą prosi: „Panie, doipomóż mi!”. Nie narzuca Jezusowi co ma zrobić, już nie krzyczy, nie zawodzi, może już nawet nie ma siły, tyko pokornie prosi: „Jezu proszę Cię dopomóż mi”... i zgadza się na Jego wolę…

Całe to spotkanie tej kobiety - matki z Jezusem kończy się pomyślnie. Jezus w końcu zwraca się do niej bardzo czule: „O niewiasto”… i podkreśla w niej to co oprócz pokory jest bardzo potrzebne, by u Boga wyprosić uzdrowienie i potrzebne łaski: „Wielka jest twoja wiara! Niech więc ci się stanie tak, jak chcesz. I od tej chwili jej córka był zdrowa".

A jaka jest nasza wiara? Jako uczniowie Jezusa, jaką ocenę byśmy wystawili sobie za naszą wiarę? (w skali od 1 - 6)... Ile w nas jest pokory i wytrwałości, gdy prosimy Boga o potrzebne łaski? Czy Pan Jezus też może pochwalić naszą wiarę i dokonać cudu!?
Szkoda, że na co dzień tak mało zastanawiamy się nad pytaniem: „czym jest wiara”? Na to pytanie kiedyś tak odpowiedział papież Benedykt XVI: „wiara jest przede wszystkim osobistym, wewnętrznym spotkaniem z Jezusem, jest doświadczeniem Jego bliskości, Jego przyjaźni, Jego miłości”.
I dodał: „tylko w ten sposób można nauczyć się Go coraz lepiej poznawać, coraz bardziej kochać i naśladować”.
Dlatego starajmy się tak bardzo osobiście zawsze spotykać się z Jezusem, czy to na modlitwie, czy też wtedy gdy jesteśmy na Mszy świętej, gdy przyjmujemy Komunię świętą.

Pamiętajmy jednak, że sama wiara nie wystarczy do zbawienia. Trzeba też na co dzień żyć zgodnie z wyznawaną wiarą, bo jak pisze św. Jakub Apostoł: „Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał. że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy sama wiara zdoła go zbawić? Wiara, jeżeli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie”.   

Warto zapamiętać tę rozmowę Jezusa z nieznaną nawet z imienia kobietą, ale jakże mądrą i pełną wiary. Ilekroć w naszym życiu będziemy zbuntowani i zawiedzeni, kiedy będziemy mieli wrażenie, że Bóg nas nie słucha, że nie daje nam tego o co Go błagamy, to wtedy prośmy Boga, aby umocnił naszą wiarę oraz zadbajmy o to, aby nigdy nie zabrakło nam pokory i wytrwałości w modlitwie zanoszonej do Boga. Amen.
(o.R.)

400 lat franciszkanów

565 lat franciszkanów

we Wschowie

We Wschowie początki fundacji franciszkańskiej sięgają roku 1457, kiedy to mieszczanie i magistrat królewskiego miasta Wschowy, ofiarowali bernardynom teren pod budowę kościoła i klasztoru. W 1462 r. z ofiar mieszczan i okolicznej szlachty zbudowano kościół i klasztor pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu i św. Bernardyna ze Sieny. Klasztor początkowo należał do prowincji czesko-austriackiej.

W roku 1467 wszedł w skład nowo powstałej polskiej prowincji obserwantów. W latach 1456 – 1558, klasztor pomyślnie się rozwijał, a zakonnicy prowadzili bez większych przeszkód swoją działalność duszpasterską.

 

Czytaj dalej na temat historii klasztoru

 

 

800 lat zakonu

1W 1209 roku św. Franciszek z Asyżu założył nowy zakon w Kościele. Siebie i swoich towarzyszy nazywał braćmi mniejszymi (łac. fratres minores) - chciał przez to podkreślić, że ich życie ma polegać nie na wywyższaniu się, ale na świadomym wyborze małości (łac. minoritas), uniżoności.

2Do takiej postawy zachęcał Chrystus w Ewangelii, a Franciszek nakazał w regule praktykować życie w ubóstwie i uniżeniu. Pierwszych zakonników nazywano Pokutnikami z Asyżu, dopiero później przyjęła się nazwa franciszkanie (od imienia św. Franciszka). Do XV wieku istniał jeden zakon franciszkański.

3W wyniku uwarunkowań na tle kulturowym, historycznym, geograficznym oraz na skutek różnic w praktycznym stosowaniu reguły, w XV i XVI w. wyłoniły się istniejące do dzisiaj trzy niezależne zakony franciszkańskie: Zakon Braci Mniejszych Konwentualnych, Zakon Braci Mniejszych i Zakon Braci Mniejszych Kapucynów.

800 lat zakonu