Wielki Czwartek - Msza święta Wieczerzy Pańskiej (2026)
"Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z Wami, zanim będę cierpiał" - tak Jezus, powitał swoich uczniów i tak wita też nas. On gorąco pragnie spożyć tę Paschę z nami, bo to jest ten dzień, kiedy Jezus zebrał tych, których do końca umiłował. I nas tutaj zebrało pragnienie Chrystusa. Rozważmy tę tajemnicę, którą przygotował dla nas.
Najświętszy Sakrament posiada własne życie - odrębne życie Jezusa, które zwykło się nazywać Jego życiem mistycznym. Jest to jakby życie podwójne: prawdziwe życie, a zarazem inne niż Jego życie chwały w niebie. Rozpoczyna się ono codziennie, dziesięć tysięcy razy na dzień i w dziesięciu tysiącach miejsc; i kończy się równie często- gdy postacie sakramentalne ulegają zniszczeniu. A jednak ani jego początek, ani jego koniec nie przerywają nawet na chwilę życia Jego chwały w niebie.
Jest to życie własne, ze względu na swoją szczególną naturę. Jest ono obecne dzięki sposobowi, który raczej się oznacza, niż wyjaśnia słowem „przeistoczenie”. Jego stan jest stanem mistycznej śmierci, oddzielenia Ciała i Krwi, dobrowolnego wyrzeczenia się używania zmysłów; i jest On tam obecny mocą swego Ciała i Krwi. Najświętszy Sakrament jest przedłużeniem Wcielenia: jest przedłużeniem Wcielenia: jest natychmiastowy- w jednej chwili Jezusa tam nie ma; Jego własne pięć słów w ustach kapłana- i jest On obecny na ołtarzu, w konsekrowanej Hostii. Narodzenie było objawieniem Go ludzkości pośród stworzeń widzialnych, tak jak Najświętszy Sakrament ukazuje Go ludowi do adoracji. Tam Ciało zasłaniało Jego Boskość; tutaj przypadłości sakramentalne zasłaniają zarówno Człowieczeństwo, jak i Boskość. Betlejem było Domem Chleba, a tutaj On jest Chlebem ludzi. Czym nasz Pan był chwilowo w Przemienieniu, tym jest On teraz trwale w Najświętszym Sakramencie. Jeśli patrzymy na Eucharystię jako na Ofiarę, jest ona rzeczywiście dramatem Męki, lecz obecnym w sposób sakramentalny; a jeśli patrzymy na nią jako na Sakrament, to okoliczności jej uniżania oraz sposób, w jaki bywa traktowana przez ludzi, którzy przyjmuj a Chrystusa świętokradzko w Komunii Świętej, mają swój odpowiednik jedynie w bolesnej Męce Chrystusa.
Komunia Święta jest zasiewem i przyczyną naszego własnego przyszłego, szczęśliwego zmartwychwstania.
Jakimi innymi słowami możemy opisać słodkie życie Najświętszego Sakramentu? Tak blisko nas, tak zawsze z nami, tak pełne miłości ku nam; tak wiele owdowiałych, osieroconych, kuszonych, doświadczonych, zmęczonych, znużonych grzechem i złamanych serc wylewa swe boleści do Jego ucha- a On nie mówi; choć wie, że jedno słowo uczyniłoby niebo w najbardziej cierpiącym sercu i stałoby się zaklęciem pokoju i mocy, jakiego świat nie potrafi dać ani odebrać. Jest On przyzywany z nieba- i przychodzi, gdy zostaje wezwany.
Przychodzi w milczeniu, w milczeniu jest posłuszny, w milczeniu jest łamany, w milczeniu trwa i w milczeniu jest spożywany. Co więcej, nawet w objawieniach cudownych przemawiał nieraz przez obrazy, wizerunki, krucyfiksy; bardzo rzadko jednak słyszano głos wychodzący z Hostii. Tak głęboko umiłował swoje znamienne milczenie, że nie potrafimy pomyśleć o niczym bardziej milczącym niż Najświętszy Sakrament.
Nie znamy też niczego bardziej ukrytego. Jest to najgłębsze ze wszystkich Jego ukryć. Jego Boskość bywa ukryta w Judei; Jego Człowieczeństwo również jest ukryte w tabernakulum. Sposób Jego życia sakramentalnego, sam w sobie jest ukryty, a nawet sama prawda o Eucharystii jest ukryta przed rzeszami ludzi. Nie był On tak ukryty w Nazarecie, jak jest w tej tajemnicy Eucharystii. W dniach swoich Trzydziestu Trzech lat był samą słodyczą dla wszystkich, którzy się do Niego zbliżali. Im ciemniejsze były grzechy biednego penitenta, tym słodsze było powitanie i miłosierdzie jego Odkupiciela. A jednak- gdzież i kiedy był On tak słodki, jak jest teraz w swoim Sakramencie miłości? „Słodycz” jest właśnie tym słowem, które teologia zastrzega, by wyrazić działanie tej tajemnicy na duszę.
Jeśli wyobrazimy sobie naszego Pana trwającego tydzień po tygodniu w niegodnym tabernakulum jakiegoś samotnego, rzadko odwiedzanego kościoła, albo w szorstkich rękach grzeszników, zobaczymy, że cierpliwość ogrodu Getsemani, pretorium i drogi Krzyżowej tak dotknęła Serca Jezusa.
Nic nie powinno przyciągać wiernych do kościołów, świąt, nabożeństw i celebracji tak niezawodnie, jak ten najczcigodniejszy Sakrament. Powiedział On, gdy był na ziemi, odnosząc się do swego Ukrzyżowania: „A Ja, gdy zostanę wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie”. Jest to szczególnie prawdziwe teraz, w Najświętszym Sakramencie, gdy zostaje podniesiony podczas podniesienia na Mszy Świętej lub gdy jest wystawiony na tronie podczas adoracji eucharystycznej czy błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.
I pomyślmy o Nim w Jego życiu chwały, czczonym z niebiańskim zdumieniem przez chóry aniołów i świętych, a potem pomyślmy o Nim w małej puszcze: dlaczego tam jest, w jaki sposób, pod jakimi prawami tajemniczego uniżania i upokorzenia- i czymże wówczas jawi się Najświętszy Sakrament, jeśli nie samą koroną Jego niewyczerpanej, bezinteresownej miłości? Jednym słowem, charakter Najświętszego Sakramentu jest taki sam jak charakter naszego Pana, Nauczyciela Judei i Cierpiącego; cichy, ukryty, słodki, cierpliwy, pokorny, pociągający i bezinteresowny.
Musimy walczyć z niewidzialnym światem mocy demonicznych- i to dzięki mocnemu Chlebowi Eucharystii jesteśmy zwycięzcami. Musimy staczać boje z nędzą nas samych. Musimy żyć życiem nadprzyrodzonej miłości- a w Najświętszym Sakramencie znajduje się źródło, z którego jedynie mogą być czerpane wody nieustannej radości, aby tę miłość karmić.
Oto manna, która ma wszelki smak - stosownie do pragnienia duszy. Zasiewa On w naszych ciałach ziarna chwalebnego zmartwychwstania; a Jego czas zasiewu to Komunia Święta.
Wielkim celem i zamysłem Jego miłości ku nam jest nasze zjednoczenie z Nim i Jego z nami.
A jednak- my, którzy wierzymy, którzy kochamy, którzy dążymy do rzeczy wzniosłych, którzy pragniemy zasiąść pośród serafinów- jakże mało myślimy o Nim w Najświętszym Sakramencie, jakże mniej o Nim mówimy, jakże nic nie czynimy dla Niego. Ach, Panie! Najświętszy Sakramencie! Nasz chłód zdaje się silniejszy niż ogień Boskiej miłości w Najświętszym Sakramencie.
Są takie pociechy, które mogą mi być ofiarowane tylko przez moich kapłanów przebywających w dolinie cieniu śmierci. Jedynie ci, którzy żyją dla ołtarza i z ołtarza, mogą dać mi pociechę i adorującą miłość, która ukoi cierpienia miażdżące Moje Serce. Proszę moich kapłanów, aby ofiarowali samych siebie jako ofiary adoracji i wynagradzania mojej obrażonej i znieważonej eucharystycznej miłości (tekst z In Sinu Jesu; z dzienniczka kapłana, mnicha benedyktyńskiego).
Zakończę rozważanie modlitwą św. Gertrudy: ” Bądź pozdrowione najchwalebniejsze Ciało i najdroższa Krwi Pana Mego, Jezusa Chrystusa, prawdziwie obecnego w tych sakramentalnych postaciach, uwielbiam Cię z całym oddaniem i zachwytem, z którymi dziewięć chórów anielskich Ciebie czci i adoruje”. Amen.
(o.K.)




