Nauka Biskupa Atanazego z Kazachstanu podczas rekolekcji w Gietrzwałdzie 9 lutego 2026 r.

Piękno chwały Najświętszego Sakramentu.

1. Piękno Wcielenia.

Gdy Dziecię Jezus z ciała i krwi spało na kolanach swojej Matki, czy rozum albo zmysły mogłyby przypuszczać, że nawet we śnie posiada On w pełni i czynnie używa rozumu; że Ten, który jako człowiek zaczął istnieć wczoraj, jest naprawdę odwieczny i bez początku; że w tej chwili snu jest wszechmogący, rządzi światem i podtrzymuje całe stworzenie w dłoniach swojej maleńkiej ręki; oraz że pośród westchnień i niepokoju dziecięcego snu cieszy się pełnią wizji uszczęśliwiającej? Nie wydawało się, by chciał być zauważony. Przeciwnie- unikał tego. Jego pierwszym odruchem było ukrywanie się, a nawet ucieczka, gdy Go szukano; Zycie ukryte stało się jakby centrum ciężkości Jego charakteru. Przyszedł przecież po to, aby się objawić. Jedyną rzeczą, którą dla Jego stworzeń było ważne, było poznać, że jest Bogiem- a właśnie tę jedną rzecz z największą troską ukrywał. Można by powiedzieć, że niemal wolał mówić w sposób niejednoznaczny, niż złożyć bezpośrednie i jawne wyznanie swej Boskości.

2. Dlaczego nasz Pan jest zasłonięty pod świętymi postaciami w Najświętszym Sakramencie?

Dlaczego ta milcząca obecność, ta nieprzenikniona zasłona? Często jesteśmy kuszeni, by powiedzieć: ” Panie, ukaż nam swoje oblicze!”. Nasz Pan pozwala nam odczuwać swoją moc; pociąga nas do siebie; zachowuje nas w czci-lecz Go nie widzimy. A jakże słodko i dobrze byłoby usłyszeć słowa z ust naszego Pana! Jaką pociechą byłoby dla nas, gdyby się nam ukazał! Jaką pewnością byłoby czuć się Jego przyjacielem! Bo wydawałoby się, że ukazałby się tylko tym, których miłuje. Nasz Pan jest jednak bardziej godny miłości, gdy jest ukryty, niż gdyby się ukazał.

 Jest bardziej wymowny w milczeniu, niż gdyby mówił. A to, co uważamy za karę, jest w istocie skutkiem Jego miłości i dobroci. Tak- gdyby ukazał się takim, jakim jest, bylibyśmy nieszczęśliwi; kontrast Jego cnót i Jego chwały upokorzyłby nas. Nie odważylibyśmy się do Niego zbliżyć ani ukazać się przed Nim. Teraz gdy znamy przede wszystkim Jego dobroć, przychodzimy przynajmniej bez lęku. I każdy może do Niego przyjść. Przypuśćmy, że nasz Pan objawiałby się tylko dobrym- któż odważyłby się zaliczyć siebie do dobrych? Jedynie pyszni mieliby odwagę uważać się za godnych przyjścia do naszego Pana. Tymczasem w obecnym porządku rzeczy każdy ma równe prawo i może być pewien, że jest kochany. Czy widok chwały naszego Pana by nas nawrócił? Nie! Jego chwała albo ny nas przeraziła, albo wprawiła w zachwyt, lecz nie nawróciła. albo ny nas przeraziła, albo wprawiła w zachwyt, lecz nie nawróciła. Nie, Panie, pozostań ukryty; to dla nas lepsze. Mogę wtedy zbliżyć się do Ciebie i przynajmniej mieć nadzieję, że mnie miłujesz, skoro mnie nie odpychasz. A czy wielka moc Jego słów by nas nie nawróciła? Żydzi słuchali naszego Pana przez trzy lata- czy się nawrócili? Tylko nieliczni. Teraz nasz Pan w Najświętszym Sakramencie przemawia do serca, i to powinno nam wystarczyć, bo Jego słowa są rzeczywiste. Ukrył się, abyśmy rozważali Jego dobroć i Jego cnoty, aby nasza miłość stała się poważna, oderwana od zmysłów i zadowolona z mocy i pokoju Boga. Nasz Zbawiciel jest rzeczywiście obecny pod zasłonami Sakramentu, lecz odmawia nam widoku swojego Ciała, abyśmy trwali w Jego miłości. Powiedział nam, że Jego Ciało nie jest naszym celem; jest jedynie drogą, która ma nas doprowadzić najpierw do Jego Duszy, a przez nią do Jego Bóstwa. Jego miłość prowadzi nas ku temu. Nie, Panie, pozostań ukryty; to dla nas lepsze. Mogę wtedy zbliżyć się do Ciebie i przynajmniej mieć nadzieję, że mnie miłujesz, skoro mnie nie odpychasz. A czy wielka moc Jego słów by nas nie nawróciła? Żydzi słuchali naszego Pana przez trzy lata- czy się nawrócili? Siła naszej miłości da pełną pewność naszej wierze. Gdy zmysły zostaną uciszone, nasza dusza wejdzie w komunię z Jezusem Chrystusem; a ponieważ Jezus jest szczęściem, odpoczynkiem i radością, im ściślej będziemy z Nim zjednoczeni, tym szczęśliwsi będziemy.

400 lat franciszkanów

565 lat franciszkanów

we Wschowie

We Wschowie początki fundacji franciszkańskiej sięgają roku 1457, kiedy to mieszczanie i magistrat królewskiego miasta Wschowy, ofiarowali bernardynom teren pod budowę kościoła i klasztoru. W 1462 r. z ofiar mieszczan i okolicznej szlachty zbudowano kościół i klasztor pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu i św. Bernardyna ze Sieny. Klasztor początkowo należał do prowincji czesko-austriackiej.

W roku 1467 wszedł w skład nowo powstałej polskiej prowincji obserwantów. W latach 1456 – 1558, klasztor pomyślnie się rozwijał, a zakonnicy prowadzili bez większych przeszkód swoją działalność duszpasterską.

 

Czytaj dalej na temat historii klasztoru

 

 

800 lat zakonu

1W 1209 roku św. Franciszek z Asyżu założył nowy zakon w Kościele. Siebie i swoich towarzyszy nazywał braćmi mniejszymi (łac. fratres minores) - chciał przez to podkreślić, że ich życie ma polegać nie na wywyższaniu się, ale na świadomym wyborze małości (łac. minoritas), uniżoności.

2Do takiej postawy zachęcał Chrystus w Ewangelii, a Franciszek nakazał w regule praktykować życie w ubóstwie i uniżeniu. Pierwszych zakonników nazywano Pokutnikami z Asyżu, dopiero później przyjęła się nazwa franciszkanie (od imienia św. Franciszka). Do XV wieku istniał jeden zakon franciszkański.

3W wyniku uwarunkowań na tle kulturowym, historycznym, geograficznym oraz na skutek różnic w praktycznym stosowaniu reguły, w XV i XVI w. wyłoniły się istniejące do dzisiaj trzy niezależne zakony franciszkańskie: Zakon Braci Mniejszych Konwentualnych, Zakon Braci Mniejszych i Zakon Braci Mniejszych Kapucynów.

800 lat zakonu